Barcelona – między gotykiem a modenisme

DSCN2830

Barcelonę poznajemy nieco na opak, co może wpływa ostatecznie na to, że nie do końca udaje się dostrzec jej wszystkie kolory.

Na początek chcemy zobaczyć słynną katalońską secesję, dlatego też pierwsze kroki kierujemy ku Passeig de Gracia, W związku z rozbudową miasta i brakiem miejsca na Starym Mieście, arystokracja zaczęła się przenosić nieco dalej, równocześnie prześcigając się w splendorze nowych rezydencji. Olśniewające formy pałaców, finezyjne latarnie, czy ławki, to prawdziwe perełki secesyjnej architektury. Kataloński modernisme miał kilku ważnych twórców. Dla porównania różnych spojrzeń na sztukę w  tym samym okresie, warto zwrócić uwagę na przykład na Casa Amatller, autorstwa Puiga i Cadafalch czy Casa Ileo Morera, Domenecha i Montanera. Wszyscy Ci artyści mieli wpływ na wygląd tego miejsca.  ale to wyobraźnia i dzieła jednego człowieka ściągają tłumy turystów i stały się najbardziej rozpoznawalnym elementem Barcelony.

Zwiedzając miasto śladami Gaudiego, na początek trafiamy do Casa Mila, zwanego też la Padrera (czyli Kamieniołom). Rezydencja, ukończona w 1912 roku (choć nie do końca przez Gaudiego, ze względu na kłótnię z inwestorem), budziła i budzi emocje. Śmiała konstrukcja, brak kątów prostych, faliście uformowana fasada z szarego kamienia, na której żelazne balustrady balkonów przypominają pnącza, nie pozwalają przejść obok budynku obojętnie. Pałac może nie jest piękny, ale pozwala wejść w sposób myślenia artysty i doskonale reprezentuje jego styl. Krzywe linie i fantazyjne formy dają odczuć inspirację przyrodą i bogactwem jej bytów: drzew, szkieletów, zwierząt, kamieni. Oczywiście wszechobecne są fale, krzywizny. Zwiedzać można najwyższe kondygnacje, gdzie znajdują się między innymi umeblowane w sprzęty i meble z epoki wnętrza i dach. Na poddaszu można też zobaczyć wystawę, pokazującą przegląd dzieł Gaudiego. Ceglane poddasze robi wrażenie ze względu na żebrowanie, łuki, ale prawdziwy zachwyt budzi dopiero dach. Fantazyjne nasady kominowe, które przypominają wieżyczki strażnicze, olbrzymów, wojowników – ilość skojarzeń jest nieograniczona.

Bardziej widowiskowy jest kolejny dom Gaudiego – Casa Batllo. Budynek został ukończony w 1906 roku. Jego przebogata, pokryta płytkami, lśniąca kolorami fasada, wejścia wyglądające jak pieczary, balkony przypominające szkielety morskich stworzeń lub maski i podpory wyglądające jak kości (stąd inna nazwa Dom Kości), po raz kolejny pokazują nieograniczoną wyobraźnię autora, jego fascynację kolorem, światłem, naturą, przy uwzględnieniu jednak użyteczności budynków. Bajeczny, falisty dach, pokryty jest płytkami, które przypominają grzbiet smoka. Interesujący jest też wewnętrzny dziedziniec, którego ściany pokryte są białymi, błękitnymi i ciemnoniebieskimi płytkami ceramicznymi. Ze względu na porę dnia i światło, przypomina on głębiny morskie. Wnętrza także zostały zaprojektowane przez Gaudiego. Warto wykorzystać interaktywny przewodnik, który pokazuje jak wyglądały w czasie, gdy były zamieszkane.

DSCN2934

Drugi dzień przynosi dalsze zachwyty. Widok Sagrada Familia, Opus Magnum Gaudiego, jego bogactwo form i odniesień, pozostawia w oniemieniu. Gaudi, prace nad budowlą zaczął w 1882 roku, ciągle rozwijając i udoskonalając swoje dzieło, nadając mu nowych znaczeń i symboliki. Łączył gotyckie podejście i fascynację przyrodą. Każdy element jest przemyślany i ma swoje znaczenie – 18 wież – symbolizuje liczbę 12 apostołów, 4 ewangelistów, Chrystusa oraz Dziewicę Maryję.  Każda fasada też opowiada swoją historię – Narodzenia, Męki i Chwały.

Znajdujący się przy wejściu Portal Narodzenia jest przebogaty. Ogrom chrześcijańskich symboli daje wrażenie,  jakby artysta chciał na nim pokazać wszystko, zarówno w kwestii znaczenia jak i formy. Oprócz historii związanych z Narodzeniem Pańskim, wszędzie przewijają się elementy roślinne, oplatające bujnie całą fasadę. Tym bardziej kontrastuje z nim, znajdujący się po drugiej  stronie,  ascetyczny portal Pasji– grubo ciosane postaci, asceza towarzysząca opisywanym wydarzeniom. Prace nad portalem Chwały, rozpoczęte w 2004 roku wciąż trwają – nie można jeszcze zobaczyć w pełni zamysłu autora.

Wnętrze, choć niedokończone, zadziwia kolorami. Strzeliste, kolumny, witraże, sprawiają, że czujemy się jak w wielobarwnym lesie. W kryptach znajduje się Muzeum Gaudiego, gdzie można spojrzeć na jego prace nad świątynią.

Wszystkiego w tej świątyni jest dużo, może nawet za dużo, ale ostatecznie wszystko dziwnie tworzy spójną całość. Godna podziwu jest także wytrwałość autora, i kolejnych pokoleń w dokończeniu jego dzieła, udział w czymś niespotykanym i niepowtarzalnym, co nasuwa na myśl budowniczych średniowiecznych katedr. Sagrada Familia to dzieło życia Gaudiego, które wciąż nie zostało ukończone ponad 80 lat po jego śmierci. Plan jest, żeby skoczyć na 2026 na 100 rocznice śmierci artysty pod kołami tramwaju.

By zobaczyć ostatni już popis kreatywności Gaudiego, wspinamy się na wzgórze, na którym znajduje się Park Guella  Jest to niedokończony projekt urbanistyczny, ale to co zostało, wystarcza, żeby przenieść nas w bajkową rzeczywistość. Początkowo miało to być miasto – ogród, dla najbogatszych mieszkańców. Całe otoczenie pokazuje przemyślenie przez autora każdego szczegółu, wykorzystanie naturalnych warunków, dostosowania do otoczenia, do kontekstu… Poza założeniem urbanistycznym, Gaudi ukończył na terenie parku tylko dwa pawilony, przypominające chatki z piernika – pierwotnie przeznczone na recepcję i dom strażnika. Od pawilonów prowadza okazałe schody. Wspinając się nimi, mijamy kolorowego ceramicznego smoka i kolumny podtrzymujące wyłożoną kolorowymi płytkami platformę – w zależności od pory dnia iskrzą się kolorami. Z platformy rozpościera się piękny widok na miasto z morzem w tle. Ciekawym elementem w parku są też znajdujące się przy innym wejściu kamienne portyki wtapiające się w zbocze, które przypominają kamienny las, w którym pną się dróżki parku.

W pewnym momencie można być tym wręcz znużonym tym przesytem, oryginalność form i motywów staje się przewidywalna, ale jednak w każdym kontekście jest to coś niepowtarzalnego i budzi zainteresowanie, co jest kolejnym dowodem na geniusz autora. Przy okazji to niesamowite, jak jedna osoba może wpłynąć na kulturę, historię i gospodarkę miasta.

Po obfitujących w secesyjne krzywizny dniach, w końcu przenosimy się do starej części miasta, do jego korzeni. W pierwszej kolejności spacerujemy plątaniną uliczek gotyckiej Barri Gotic. Barcelona powstała na miejscu rzymskiej osady Barcino, z której pozostały nieliczne ślady fragmenty murów, domów, łaźni. W okresie średniowiecza powstała na jej miejscu charakterystyczna gotycka zabudowa – rezydencje, świątynie, place, które decydują w dużej mierze o klimacie miasta. Historię tego miejsca doskonale oddaje Placa el Rei. Sam plac w obecnej formie powstał w XIV wieku, ale zawiera sprawnie wkomponowane pozostałości rzymskie. Żeby lepiej poznać historię tego miejsca, warto zajrzeć do Museu d’Historia de Barcelona – możemy zobaczyć wykopaliska z tego terenu sięgające 12 r.p.n.e.

Wśród zabytków w tym rejonie, na pierwszy plan wybija się piękna Katedra Seu, gotycka, ale wzbogacona o lokalny koloryt, między innymi w postaci nietypowej, bogato zdobionej fasady. Budowla nie wymaga zdobień, fantastycznych ornamentów, a strzeliste kolumny i łuki, same wznoszą na inny poziom. Pierwsza świątynia w tym miejscu powstała już w 343 roku. Prace przy obecnej katedrze rozpoczęto w1298 roku, choć niektóre elementy ukończono dopiero w wieku XIX. Wewnątrz katedry dużą część zajmuje chór, który został ozdobiony misternie rzeźbionymi drewnianymi detalami. W kryptach znajduje się sarkofag św. Eulalii. Warte przyjrzenia się są także kaplice – Capella del Sant Crist, kaplica św. Benedykta, XIV wieczny alabastrowy fotel biskupa – catedra, apsyda, czy prezbiterium. Ciekawostką jest również wirydarz i znajdujące się tam trzynaście gęsi (podobno tyle lat miała św. Eulalia, patronka Barcelony, w momencie śmierci). Ich widok na tle gotyckich łuków sprawia nieco surrealistyczne wrażenie.

Spacerując wśród średniowiecznych uliczek, trafiamy dalej na Placa de Sant Jaume. Znajduje się na nim między innymi ratusz i choćby z tego względu jest ważnym miejscem demonstracji i uroczystości. Casa de la Ciutat, z zewnątrz szczególnie się nie wyróżnia, ale wewnątrz można już podziwiać oryginalne gotyckie pomieszczenia i wystrój.

Ważnym punktem starej Barcelony jest też kościół Santa Maria del Pi (pi to po katalońsku sosna i faktycznie kilka rośnie w pobliżu). W obecnej formie, świątynia została wzniesiona w XIV wieku. Prostą fasadę zdobi niemal jedynie, ale za to jak, wielka rozeta i piękny portal wejścia. Wspaniałe żebrowane sklepienie, kilkanaście kaplic, brak przepychu, ale znajdujemy wiele gotyckich smaczków – łuki, witraże, motywy sosny.

Kierując się na wschód docieramy do osławionej w książkach dzielnicy La Ribera. Kiedyś były to tereny nadbrzeżne, znajdujące się poza murami miasta. W X wieku powstał tu kościół Santa Maria del Mar. Świątynia, zbudowana z szarego kamienia, z dużą rozetą i posągami Piotra i Pawła przy wejściu, jest jednym z najznamienitszych przykładów katalońskiego gotyku.. Wewnątrz znajdziemy piękne gotyckie filary, sklepienia, łuki. Podobnie jak Santa Maria del Pi, kościół stracił większość ozdób w trakcie wojny domowej, ale stare formy ich nie potrzebują, by zachwycić.

La Ribera to przede wszystkim klimatyczne, wąskie uliczki, muzea, rezydencje przy Carrer de Montcada, czy bary. Wśród perełek, znajdziemy tu też np. Palau de la Musica Catalana, gmach teatru wpisany na listę UNESCO, kolejny doskonały przykład katalońskiej secesji, czy muzeum Picassa.

W końcu docieramy do morza. To od niego powinno się zacząć, bo to od niego miasto się rozwija i z niego czerpie. Ciekawostką jest, że Barcelona nie posiada naturalnego portu, mimo to w średniowieczu było jednym z ważniejszych ośrodków morskich. W kolejnych wiekach jego rola jako portu handlowego zaczęła słabnąć, z małą przerwą w XVIII wieku. Po długim okresie marazmu okolica odrodziła się i zrewitalizowała pod koniec XX w – stała się nowoczesną wizytówką miasta.  Spacer nadbrzeżem, zaczynając od  wypełnionymi jachtami starego portu Port Vell, wzdłuż plaży La Barcelonety, aż do nowoczesnego kompleksu wieżowców. pozwala też na chwilę wytchnienia po intensywnym zwiedzaniu. Przerwa w okolicznej tawernie, cieszenie się kieliszkiem Sangrii i owocami morza, daje szansę na zatrzymanie się i podziwianie różnorodności miasta.

Na koniec wracamy jeszcze na la Rambla i spędzamy wieczór w samym epicentrum turystycznej aktywności, ze wszystkimi wadami i zaletami wszystkich tego typu miejsc. Poszukując knajpki, czy pamiątek, można nieco zejść z głównego szlaku, i zwiedzić dodatkowo Palau Guell – kolejne dzieło Gaudiego, albo, jeśli ktoś jeszcze czuje niedosyt targowisko – Mercat de la Boqueria. Spacerując zatłoczonym deptakiem docieramy aż na jego skraj, gdzie wejścia pilnuje pomnik Kolumba.

Barcelona jest niewątpliwie fascynująca, odbiegająca od stereotypowego myślenia o Hiszpanii, ale przecież  zaznaczanie odrębności jest tu bardzo istotnym elementem kultury. I chyba ten dystans, a może po prostu zbyt duże oczekiwania lub niewłaściwa kolejność zwiedzania, sprawiły, że nie udało się przebić do jej duszy. Pozostało jednak jeszcze sporo miejsc do zwiedzenia i może dostaniemy drugą szansę na lepsze poznanie się.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s